|
To miał być normalny dzień. Następny
dzień na uczelni w końcowych dniach października. Kolejny
dzień, gdy słońce nieśmiało przebijało się przez chmury,
dając ostatnie ciepłe promienie. Dzień ten nie zapowiadał
niczego szczególnego, nie było żadnych znaków, że będzie
inny niż pozostałe. Miał być normalny dzień ... a jednak
taki nie był. Poczułam to nagle, w jednej chwili. Coś kazało
mi spojrzeć w jej kierunku, dostrzec ją wśród innych osób
siedzących na ławce. Mój wzrok zatrzymał się właśnie na jej
postaci. Była zajęta rozmową, śmiała się, poprawiała kosmyk
rudych włosów, który spadł na jej czoło. Widziałam to
wszystko jakby w zwolnionym tempie. Chwila ta była dla mnie
wiecznością, choć trwała zaledwie kilka sekund. Musiała
poczuć mój wzrok, bo spojrzała w moim kierunku, wciąż się
uśmiechając... cóż za cudowny uśmiech pomyślałam... to
spojrzenie zza okularów... Ocknęłam się, wróciłam do
rzeczywistości, odwróciłam wzrok i poszłam dalej
korytarzem...
- Co to było?! - pomyślałam. Dlaczego przez te parę sekund
byłam jakby w innym świecie? Dlaczego w ogóle spojrzałam
akurat w jej kierunku, skoro było tam tyle innych osób?
Dlaczego serce biło mi jak oszalałe, gdy, i ona na mnie
spojrzała? Chyba się jednak nie wyspałam, skoro mózg płata
mi takie figle. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że tak
wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta ruda? Mocna kawa i
wszystko powinno wrócić do normy, powinno, tylko, dlaczego
nie mogę wymazać z pamięci spojrzenie jej czarnych oczu?
Minęło kilka dni a ja wciąż nie mogłam zapomnieć o tym
incydencie. Wciąż miałam przed oczami jej uśmiech. Dziwnie
się czułam, myśląc o niej. Nie chciałam, by to wydarzenie
się powtórzyło, dlatego starałam się nie rozglądać po
korytarzach, gdy byłam na uczelni. Udawało mi się przez
jakiś czas. Już myślałam, że mi przeszło, że był to nic
nieznaczący incydent, chwila niedyspozycji psychicznej... Aż
tu nagle... Odwróciłam głowę i mój wzrok nieświadomie
spoczął właśnie na niej. Stała przed szkoła z koleżankami.
Co robić? Przecież muszę jakoś wejść do tej cholernej
szkoły, ale musiałabym ją minąć, bo stała tuż przy drzwiach.
Przerażała mnie myśl, że dostrzegłaby rumieńce na mej
twarzy, że usłyszałaby, jak mocno bije moje serce...
Zatrzymuję się więc w bezpiecznej odległości od niej (jeśli
taka odległość w ogóle istnieje) i postanawiam zapalić
papierosa. No to pięknie! - myślę sobie - to nie był
cholerny jednorazowy incydent! Ta dziewczyna po prostu mi
się podoba! Mnie podoba się dziewczyna! Coraz zachłanniej
zaciągam się fajką... zerkam co chwila na nią... Łapie moje
spojrzenie... mija krótka chwila... Dość! - mówię do siebie.
Gaszę na wpół spalonego papierosa i wręcz wbiegam do szkoły
z sercem w gardle. Siedzę na zajęciach, staram się słuchać,
co wykładowca do nas mówi, staram się poukładać w logiczną
całość jego monolog... staram się, ale z marnym skutkiem.
Kątem oka widzę, jak mój wydział wręcz chłonie to, co on
mówi, pisząc wciąż coś w zeszytach. Mój zeszyt jest pusty,
moje myśli wciąż krążą wokół tego, co się wydarzyło tego
ranka przed szkołą. Wtedy, gdy na mnie spojrzała, serce
przestało mi bić na moment. W tej jednej krótkiej chwili
zapragnęłam być blisko niej... przez te krótkie sekundy
widziałam tylko ją, nie było jej koleżanek, nie było szkoły,
nie było żadnego dźwięku prócz szybkiego rytmu mego serca...
Właśnie w tej krótkiej chwili uświadomiłam sobie, że po
prostu pragnę tej dziewczyny! Nigdy wcześniej mi się to nie
przytrafiło, nigdy przedtem nie patrzyłam na kobietę w ten
sposób, nikt nigdy nie wzbudził we mnie takich pragnień!
Czułam się zagubiona w tym nowym doświadczeniu, nie
wiedziałam, co mam o tym myśleć i czy w ogóle powinnam o tym
myśleć! Pomimo całej tej emocjonalnej dezorientacji,
zaciekawiło mnie to. Zafascynowały mnie te nowe uczucia.
Pozwoliłam, by się rozwijały, ciekawa, co przyniosą...
Nikomu o tym nie powiedziałam, było to tylko moje i
przynosiło mi pewnego rodzaju radość. Chciałam poznać imię
tej dziewczyny, chciałam wiedzieć gdzie mieszka, co
studiuje, na którym jest roku... Ale jak się tego
dowiedzieć, nie wzbudzając podejrzeń? Przecież nie zapytam
jej wprost! Zaczęłam więc szukać jej wzrokiem, sprawdzać pod
jaką salą siedzi, szybko biec na plan, by sprawdzić, kto ma
tam teraz zajęcia. Dobra, już wiem, co studiuje, na jakim
roku jest. Niby przypadkiem zaczęłam mijać sale, gdzie miała
zajęcia w nadziei, że ją zobaczę... udaje mi się dziś...
widzę ją... idę... mijając oczywiście, patrzę jej prosto w
oczy... śmiecham się... patrzy i uśmiecha się również... Ten
dzień już jest udany - myślę sobie. Jeszcze tego samego dnia
spotykam ją na przystanku, stoi na jego drugim końcu, sama.
Ja z koleżankami. Podjeżdża autobus, ona również się do
niego kieruje, puszczam ją przodem. Ma ładne pośladki -
myślę sobie. Trochę przestraszona tym śmiałym spostrzeżeniem
siadam daleko od niej, ale i tak nasze twarze są do siebie
skierowane. Teraz ona musi mi się przyglądać, bo gdy na nią
spojrzę, ona patrzy na mnie... To jest naprawdę udany dzień!
Kilka dni później poznałam jej imię. Dość przypadkowo. Szłam
na przerwie z kumpelą do łazienki. Rozmowa pochłonęła nas
całkowicie. Chwytam za klamkę od łazienki i niemal wpadam na
"moja rudą", która właśnie stamtąd wychodziła. Po krótkim
obustronnym "sorry" mijamy się, ona wychodzi, ale ktoś woła
ją po imieniu, by zaczekała... Tak, Aga. Moje rude cudo nosi
imię Agnieszka! Uradowana tą cenną informacją do końca dnia
nie tracę dobrego humoru.
Musiał mi sprzyjać dobry los, bo przez kilka następnych
tygodni nie było dnia, bym jej nie widziała. A może
nieświadomie specjalnie przechadzałam się korytarzami, by ja
zobaczyć? Te tygodnie były dla mnie cudowne. Z chęcią
wstawałam rano do szkoły, bo wiedziałam, że i ona tam
będzie, że znów ją zobaczę, jej uśmiech, te cudowne krótki
rude włosy, ten jej zabójczy wręcz wzrok. Gdy tylko miałam
okazję, obserwowałam ją, podziwiałam jej zgrabną, niewysoką
sylwetkę... Często łapała mnie na tym, że się jej
przyglądam, widziałam zdziwienie na jej twarzy, ale nic nie
mówiła, tylko się uśmiechała. Nie miałam odwagi poznać jej
bliżej, by po prostu do niej podejść i zagadać. Wystarczało
mi samo jej obserwowanie... W końcu musiała zacząć coś
podejrzewać...
Pewnego listopadowego dnia, nie mogąc wysiedzieć na
wykładzie, wyszłam z sali kupić sobie kawę. Postanowiłam
wypić ją na ławce przed salą. Na korytarzu było pusto, bo
jeszcze nie było przerwy. Siedziałam i sączyłam moją kawę.
Usłyszałam, że ktoś schodzi po schodach. Mimowolnie
spojrzałam w tamtym kierunku... To był ona! Szła sama, w
moim kierunku. Serce zaczęło mi bić szybciej. Usiadła koło
mnie i zagadała:
- Cześć! - usłyszałam dźwięczny głos.
- No cześć... - z wielkim trudem wydobyłam z siebie dźwięk.
- Zauważyłam, że od dłuższego czasu mi się przyglądasz, masz
coś do mnie? - zapytała bezpardonowo.
No tak, to już koniec! - pomyślałam. Zaraz się wyda, że mi
się podoba, wyjdę na lesbę, wyśmieje mnie i zrobi obciach w
całej szkole! Kombinuj Monia, kombinuj - ponaglam się w
myślach.
- Owszem, przyglądam ci się - wypaliłam - bo kogoś mi
przypominasz, ale nie mogę sobie przypomnieć czy cię gdzieś
już nie poznałam - skłamałam.
- Nie sądzę, bym ja cię wcześniej poznała, ale mam na imię
Agnieszka, może to pomoże ci sobie przypomnieć? - zapytała.
- Nie, raczej nie. Musiałam cię jednak z kimś pomylić.
- Cóż, skoro tak, to już ci nie przeszkadzam w piciu kawy.
Cześć!
I poszła tam, skąd przyszła. Odprowadziłam ją wzrokiem a gdy
znikła, zamknęłam oczy i oparłam głowę o ścianę. I co teraz?
Koniec już z obserwacjami, bo jak to wytłumaczę? Co innego
mogłam powiedzieć? "Agniesiu, strasznie mi się podobasz,
pragnę każdego kawałka twojego ciała?" Tak, to już koniec
... Cóż mogłam poradzić? Przestałam się jej przyglądać. Było
to dla mnie trudne, ale co miałam począć? Jak na złość od
tamtego dnia jeszcze częściej była w polu mojego widzenia!
Musiałam się zmuszać, by na nią nie zerkać. Tylko, gdy
miałam pewność, że tego nie zauważy, pozwalałam sobie na
krótkie obserwacje. To były jedyne chwile szczęścia. Często
też mijałyśmy się na korytarzu, przeciskając się przez tłum,
czasem się o mnie otarła... ogarniał mnie wtedy wielki
smutek za tym, co mogłoby być... Właśnie... co mogłoby być?!
Nic nie mogłoby być! To, co uroiło się w mej głowie, nigdy
się nie urzeczywistni! Gdzieś znikła ta radość, która
towarzyszyła mi przez te kilka tygodni. Zauważyli to
znajomi, ale udawałam, że wszystko jest OK. Tylko kumpela
nie wierzyła w mój niby spokój, tylko ona widziała smutek na
mojej twarzy, gdy Agnieszka pojawiała się w pobliżu. W końcu
chyba dostrzegła, przez kogo tak nagle blednę, ale nic nie
powiedziała. Któregoś dnia wspomniała, że jakaś dziewczyna
przygląda mi się od kilku dni. - Tak, chciałabym, by tak
było - pomyślałam. - Wydaje ci się, może chodzi o ciebie? -
zażartowałam. Bałam się zapytać, o którą dziewczynę chodzi.
Tak bardzo nie chciałam się rozczarować, gdyby tą osobą nie
okazała się ona...
I tak jakoś dotrwałam do połowy grudnia...
Spadł śnieg, przykrywając swym białym puchem wszystko wokół.
Wszystko było białe - chodniki, ulice, dachy, drzewa,
trawniki... takie bezbarwne, smutne, zimne. Tak jak moje
dusza. Znów marznę na przystanku, czekając na autobus. Znów
wrócę do domu, do swoich czterech ścian, które dobrze znają
już moje łzy smutku i tęsknoty... Autobus podjechał,
wsiadam, zajmuję najbliższe wolne miejsce. Kierowca zamyka
drzwi, lecz po chwili znów je otwiera... Co jest?! - myślę.
Wbiega do niego zdyszana dziewczyna... to ona! Siada
naprzeciwko mnie, niemal dotykamy się nogami... Chryste!
Zaraz cała spłonę! Patrzy na mnie, uśmiechając się i
zagaduje jak gdyby nigdy nic.
- Już myślałam, że nie zdążę - zaczyna - jeszcze nigdy tak
szybko nie uciekałam z tej szkoły.
- Urwałaś się z zajęć? - pytam zaciekawiona.
- Stary dziad zrobił nam nagle kolokwium a ja ni w ząb nic
nie umiem, więc uciekłam.- kończy z uśmiechem
Ten uśmiech będzie mnie chyba prześladował do końca życia!
No i te zaróżowione z zimna policzki jeszcze podkreślają
piękno jej oczu... Muszę przestać o tym myśleć! Muszę
przestać na nią patrzeć! Ale jak? Przecież siedzi
naprzeciwko... tak blisko... Myśl o czymś innym!
- To, co, już wiesz, kogo ci przypominam? - zapytała nagle.
Jej bezpośredniość przyprawi mnie chyba o zawał serca!
- Nie, wciąż nie mogę skojarzyć. Może po prostu widziałam
cię wcześniej w szkole - pogratulowałam sobie tej szybkiej
odpowiedzi.
- Pewnie tak, ja cię pamiętam. W końcu już trochę chodzimy
razem do tej samej budy.
Uff... moje kłamstwo nie ujrzy światła dziennego!
- O kurczę! - zaczęła nagle - W domu domyślą się, że znów
nie poszłam na zajęcia, znów będą gadać. Cholera, nie
pomyślałam o tym.
- To idź na piwo! - wypaliłam.
- A to dobry pomysł. Ale tak sama? Śpieszy ci się do domu? -
zapytała.
Że co, że jak? Mam iść z nią na browar? Tak po prostu? W
dniu, w którym zamieniłyśmy więcej niż dwa zdania? A czemu
nie? Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć. Móc
spędzić z nią więcej czasu, poznać ją bliżej... Nie ma nad
czym się zastanawiać!
- Nie, nie śpieszy mi się. A tak w ogóle to jestem Monika.
Gdy wróciłam do domu cała w skowronkach, moje cztery ściany
nie zobaczyły już łez. Widziały natomiast radość, szczęście
i niedowierzanie. Spędziłam całe trzy godziny z obiektem
moich wielotygodniowych westchnień! Wciąż nie mogłam
uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło, że z nią
rozmawiałam, że siedziałam blisko niej... Ona jest cudowna,
po prostu cudo! Szybko znalazłyśmy wspólny język po
pierwszym piwku i gadałyśmy jak dwie dobre znajome. Tyle się
o niej dowiedziałam, tyle cennych informacji... Ten dzień
wszystko zmienił. Już nie mijałyśmy się jak obce osoby na
korytarzu, już nie obserwowałyśmy się z daleka, tylko
gadałyśmy, jak tylko się przypadkiem się spotkałyśmy.
Wróciła do mnie ta radość życia, którą gdzieś ostatnio
zapodziałam... moje szczęście nosiło imię Agnieszka!
Wszystko potoczyło się jak we śnie. Zaczęłyśmy się spotykać
również po szkole, poznałam jej znajomych, ona moich. Było
kilka wspólnych imprez, wyjść na browara do pubu.
Poznawałyśmy się coraz bliżej, dobrze się czułyśmy w swoim
towarzystwie. Cieszyło mnie to, że mogłam czasem jej
dotknąć, nie wzbudzając podejrzeń. Ot, tak, koleżeńskie
muśnięcie ramienia, dłoni... Byłam w siódmym niebie, gdy i
ona tak robiła. Rozmawiałyśmy o wszystkim... no prawie o
wszystkim. Jakoś nasze rozmowy nigdy nie zeszły na temat
facetów. Nie wiem, dlaczego. Intrygowało mnie to.
- Mój były okazał się ostatnim draniem i dlatego na dłuższy
czas mam dość facetów - powiedziała kiedyś na imprezie i
tyle.
Fascynowała mnie coraz bardziej, coraz bardziej jej
pragnęłam i coraz bardziej bolało mnie to, że nie mogłam nic
z tym zrobić. Bałam się, że jeśli jej o tym powiem lub gdy
zrobię coś niestosownego, to się ode mnie odsunie i stracę
to, co mam teraz - jej sympatię, jej towarzystwo, jej
zaufanie... Nie chciałam ryzykować, że ją stracę. Było mi
bardzo trudno, gdy była blisko, ale cieszyłam się, że w
ogóle była.
Któregoś dnia nie było jej w szkole. Następnego również.
Zaczęłam się martwić. Jej znajomi też nic nie wiedzieli.
Zaczęłam się martwić coraz bardziej. Postanowiłam napisać do
niej sms-a. Rzadko to robiłam w obawie, że mogłabym się
przypadkiem zdradzić jakimś słowem. Odpisała, bym do niej
wpadła po szkole... Otworzyła mi drzwi a na jej twarzy
pojawiło się coś jak cień uśmiechu, zaledwie cień tego
cudownego uśmiechu. Ogarnęła mnie złość na tego kogoś lub na
to coś, co ten uśmiech z jej twarzy zabrało. Zaprosiła mnie
do środka i zniknęła w swoim pokoju. W domu było cicho,
pewnie była sama. Zdjęłam buty i podążyłam jej śladem.
Chodziła po pokoju, jak tygrys zamknięty w klatce. Była
wzburzona, ale ciągle piękna. Zdjęła okulary, więc jej
cudowne oczka były bardziej wyraźne. Włosy całkowicie w
nieładzie, co do niej niepodobne. Miała na sobie bluzkę na
ramiączkach, która uwidaczniała zarys jej piersi, obcisłe
dżinsy... wyglądała bardzo pociągająco... Spokojnie, nie po
to tu przyszłaś! - myślę sobie.
- Co się stało? - zapytałam po prostu.
Przystanęła na środku pokoju z rękami na biodrach, spojrzała
na mnie a z jej ust wypłynął potok słów.
- Niech szlag trafi tych padalców, idiotów, świnie zwanych
powszechnie facetami! - znów zaczęła chodzić po pokoju - Już
nikomu nie można ufać, nikomu, nawet najlepszej
przyjaciółce! Jak mogłam być taka ślepa, taka naiwna, taka
głupia?! - przystanęła - Jak można było nie zauważyć, że
robią cię w balona, knują za twoimi plecami?
- No, ale co się stało? - ponawiam pytanie.
- Co się stało?! Wyobraź sobie, że mój były i moja, niby,
najlepsza przyjaciółka spotykali się za moimi plecami!
Mydliła mi oczy i przytakiwała, że to idiota, ignorant a
potem do niego leciała! A najgorsze, że obydwoje obrabiali
mi tyłek wśród wspólnych znajomych! Niech to szlag!
- To przez to nie było cię w szkole? Boisz się wyjść z domu?
Aga, no co ty?!
- Nie boję się wyjść z domu! - prawie krzyczy i podchodzi do
okna - Nie mogę dorwać ani jego ani jej. Komórki mają
powyłączane, w domu ich nigdy nie ma, więc czyham na nich,
by im wygarnąć, co o nich myślę!
- I co? Udało ci się?
- Nie miałam szczęścia, raczej oni je mieli. Chodzę pięć
razy dziennie do sklepu, wychodzę na spacer z psem sąsiadów
a ich ani śladu! Ale i tak ich dorwę! Szkołę mam na razie w
głębokim poważaniu!
- No to nieźle musieli ci zajść za skórę - stwierdzam.
Aga spuszcza głowę, siada na łóżku i ukrywa twarz w
dłoniach...
- Jak można być tak dwulicowym, tak fałszywym, tak okrutnym?
- ledwie słyszę te słowa - czy ze mną jest coś nie tak,
skoro tak mnie potraktowali? - wytarła łzy.
Serce mi się krajało, gdy tak na nią patrzyłam. Nigdy nie
widziałam jej w takim stanie. Coś mnie ścisnęło w środku.
Podeszłam do niej, usiadłam obok i po prostu przytuliłam.
- Nie, Aga, z tobą jest wszystko w porządku. To raczej z
nimi jest coś nie tak, skoro bez skrupułów cię tak
potraktowali - masuję jej ramię, dodając otuchy - Nie płacz,
oni się są warci twoich łez, nie daj im tej satysfakcji...
Aga, proszę, nie płacz już!
Rozpłakała się. Rozpłakała i wtuliła we mnie jak małe
dziecko szukające schronienia u matki. Jej mokra od łez
twarz wtulona była w moja pierś... Chryste! Przytulam ją do
siebie jak najdelikatniej potrafię... staram się by moja
ręka głaskająca jej plecy była jak najbardziej naturalna...
Jestem zepsuta, skoro myślę o takich rzeczach w tak trudnej
dla niej chwili. Jestem za to na siebie wściekła! Od
niechcenia kładzie rękę na moim udzie...
- Teraz to już chyba nikomu już nie zaufam - mówi przez łzy
- nikomu już w nic nie uwierzę - i znów wstrząsnął nią
szloch ...
- Nie mów tak Aga - delikatnie głaszczę jej włosy - zaufasz,
ale będziesz po prostu dużo bardziej ostrożna. Co cię nie
zabije, to cię wzmocni - wtuliła się we mnie jeszcze
bardziej. Oparłam brodę o jej śliczną główkę, wciąż
uspokajająco głaszcząc jej włosy ...
Zaczęła ocierać się o mnie. Nieświadomie chyba chciała
wytrzeć swoje mokre od łez policzki w moją bluzkę...
Chryste! Aga! Proszę przestań! Nie rób tego! Nie masz
pojęcia, co ze mną robisz, co we mnie budzisz! W końcu
poczujesz, jak stwardniały mi sutki, jak urosły mi piersi
... Chyba coś poczuła, bo nagle podniosła głowę i spojrzała
mi pytająco w oczy... patrzyła a jej ręka wciąż była na moim
udzie, druga na biodrze... Patrzyła tymi swoimi pięknymi,
zapłakanymi oczkami... nieświadomie zwilżyła wargi
językiem...
To był właśnie ten moment. W chwili, w której to zrobiła,
puściły moje hamulce. Już nie mogłam dłużej czekać, nie
miałam już siły z tym walczyć... W tej jednej chwili
zapomniałam o całym świecie, o tym, dlaczego tu jestem, o
jej łzach... liczyła się tylko ona... Pochyliłam głowę i
delikatnie musnęłam jej usta... nie odsunęła się... znów
musnęłam... też się nie odsunęła... Popatrzyłam głęboko w
jej oczy i pocałowałam... z początku delikatnie, ale gdy
tylko otworzyła zachęcająco usta, straciłam panowanie...
całowałam ją z całą namiętnością, zapałem, zachłannością,
jakie tkwiły we mnie od tylu miesięcy... usłyszałam jej niby
westchnienie, niby mruczenie i oddała mi pocałunek z
zachłannością równą mojej... smakował słodko i gorzko
zarazem... jej wargi miały naturalny słodki smak i były
gorzkie od jej łez zarazem... Była równie jak ja zaskoczona
tym, co się stało. Obie patrzyłyśmy na siebie, zastanawiając
się czy to, co się przed momentem wydarzyło, rzeczywiście
miało miejsce ...
Odsunęła się i stanęła twarzą do mnie.
- Przepraszam cię Aga, wiem, że nie powinnam tego robić,
szczególnie teraz. Mogłabyś pomyśleć, że wykorzystałam
sytuację - wstałam i podeszłam do okna - ale już dawno
miałam na to ochotę. Teraz, gdy tak na mnie spojrzałaś... -
postawiłam wszystko na jedną kartę. Albo mnie wyrzuci, albo
pozwoli wyjaśnić.
Jej odpowiedź ścięła mnie z nóg.
- Jednak dobrze cię wyczułam - zaczęła - Podejrzewałam to
już wtedy, gdy mi się przyglądałaś. Kurczę, Monia, tyle się
ostatnio wydarzyło, jestem trochę zdezorientowana, nie wiem,
co mam o tym teraz myśleć, ale - patrzy mi w oczy - podobało
mi się to...
- Mnie również, nawet nie wiesz jak bardzo... ale jestem
wściekła na siebie, że wykorzystałam sytuację ...
- No cóż, może wtedy w ogóle bym się o tym nie dowiedziała?
Nie ma tego złego... Cieszę się, że dziś tu do mnie
przyszłaś...
Czyż mogło być coś piękniejszego? Czyż mogło być coś
wspanialszego niż jej słowa? Słowa, które napajały
szczęściem? Słowa, które unicestwiły strach, ból samotności
i tęsknoty? Przepełniała mnie radość, że Aga zaczyna czuć to
co ja, pragnąć tego co ja. Miejsce strachu zajął jednak lek.
Lęk przed tym, co miało się wydarzyć. Co innego fantazje, co
innego rzeczywistość. Chryste! Na samą myśl ręce mi się
trzęsły! Czułam się jak uczniak przed pierwszym sprawdzianem
w swym życiu! Weź się w garść, Monia! Marzeń nie należy się
bać, tym bardziej ich spełnienia. Jednak lęk przed nieznanym
pozostał...
Zachowanie Agnieszki też się zmieniło. Uśmiechała się jakby
niepewnie, zaczęła patrzyć na mnie w jakiś inny sposób,
obserwować z dziwnym wyrazem twarzy. Jakże paliło mnie jej
spojrzenie! W jej oczach zaczęłam dostrzegać dokładne
odbicie swoich uczuć: lęk, ciekawość, nadzieję wymieszaną z
tęsknotą, z pożądaniem... Gdy byłyśmy w szkole lub ze
znajomymi wręcz wyczuwalne było napięcie między nami. Jakże
musiałyśmy się napracować, by nikt nie odkrył naszego
sekretu, by nikt nie dowiedział się, co zamierzamy zrobić.
Byłyśmy spięte wśród ludzi, lecz gdy tylko zostawałyśmy
same, obie oddychałyśmy z ulgą. Wciąż nie mogłyśmy
nasmakować się swoich ust... Tylko na tyle sobie
pozwalałyśmy przez te kilka tygodni. Czekałyśmy na przerwę
semestralną, planowałyśmy wspólny wyjazd w góry. Sesja,
nauka, brak czasu. W tym okresie nie widywałyśmy się zbyt
często. Moja tęsknota i pożądanie rosły z każdym dniem.
Agnieszki również. Widziałam to w jej oczach, czułam w
namiętnych pocałunkach podczas tych nielicznych spotkań.
Nadszedł długo oczekiwany czas wolny. Znalazłyśmy przytulny
pensjonat w małej, górskiej miejscowości. Dotarłyśmy do
niego późnym popołudniem. Okolica była przepiękna.
Zaśnieżone stoki, góry, las, drogi... Jednak najpiękniejszy
widok miałam przed sobą. Aga stała na schodach wejściowych i
walczyła z wiatrem, który rozwiewał jej cudowne, rude włosy.
Spojrzała na mnie. W jej oczach wyczytałam to samo, co było
we mnie. Nareszcie same, nareszcie razem. Tak długo na to
czekałam. Serce waliło mi bardzo mocno, głos się załamywał,
gdy odbierałyśmy klucz od naszego pokoju. Nogi się trzęsły,
gdy wchodziłyśmy po schodach. Gdy zamknęły się drzwi od
naszego gniazdka, napięcie sięgnęło zenitu. Stałyśmy tak
obie na środku pokoju w całkowitej ciszy, nie wiedząc, co
powiedzieć, co zrobić. Rozejrzałam się więc po
pomieszczeniu. Pokój nie był duży ale bardzo przytulny. Było
w nim wielkie łóżko, przy nim fotel, szafka z telewizorem i
szafa na ubrania. Za dużym oknem rozciągał się cudowny
widok. Słońce już zachodziło zmieniając kolor śniegu na
żółto-pomarańczowy. Aga zdjęła kurtkę i stanęła przed oknem,
podziwiając ten widok. Podążyłam jej śladem. Stanęłam za nią
i przytuliłam się. Objęłam ją w pasie, położyłam brodę na
jej ramieniu, chłonąc ten widok, jej zapach, jej ciepło, jej
bliskość... Czułam, jak mocno bije jej serce, moje zresztą
również.
- Pięknie tu - przerwała ciszę, opierając głowę na moim
ramieniu, przykrywając moje dłonie swoimi.
- Masz rację - przytulam się do niej jeszcze mocniej. Czuję,
że jest bardzo zdenerwowana, podobnie jak ja - Nie wiem jak
ty, ale zjadłabym coś.
- Też jestem głodna - odwraca się - i koniecznie musimy
napić się czegoś mocniejszego - kończy z uśmiechem.
Podczas kolacji miło sobie gawędzimy na błahe tematy.
Atmosfera w jadalni jest również przytulna. Było niewielu
gości, więc czułyśmy się dość swobodnie. Przygaszone światło
lamp, spokojna muzyka płynąca z niewidocznych głośników i
wino sprawiły, że rozluźniałyśmy się coraz bardziej.
W dobrych nastrojach i zapasową butelką wina wróciłyśmy do
pokoju. Było już ciemno, księżyc w pełni dumnie rządził na
niebie wśród rozsypanych wokół niego gwiazd. Zapalam lampkę,
która daje niewiele światła. Aga zapala przywiezione ze sobą
świeczki. Uśmiecham się do niej ze zrozumieniem. Powoli
pokój wypełnia słodki zapach wanilii i róż. Czuję już
rozluźniające działanie alkoholu. Napięcie jednak nie opada,
z tą różnicą, że bardziej mnie to teraz podnieca niż
paraliżuje. Patrzę na Agę, w ogóle nie kryjąc pożądania. Ma
na sobie spodnie koloru jej oczu i jasny sweter. Krąży po
pokoju, wciąż coś rozpakowując, przestawiając. Siedzę w
fotelu i obserwuję jej ruchy.
- Nie patrz tak na mnie! - prosi błagalnie.
- Jak? - uśmiecham się.
- No... tak, jakbyś chciała mnie zjeść!
- Bo tak na mnie działasz. Mam ochotę cię schrupać! - wino
dodaje mi odwagi. Słyszę jej jęk, jęk jakby rozpaczy - chodź
do mnie - wyciągam zachęcająco rękę.
Podeszła bardzo powoli i nieśmiało patrząc mi w oczy, wzięła
moja dłoń. Posadziłam ją sobie bokiem na kolanach. Jedną
ręką objęłam ją w pasie, druga spoczęła na jej udzie.
Zaczęłam powoli przesuwać ją od kolana do biodra i z
powrotem.
- Boję się - usłyszałam jej szept - nie wiem, co mam robić,
jak się zachować.
- Nie przejmuj się tym - poprawiam jej grzywkę - po prostu
czuj, rób to, na co masz ochotę - zaczynam pieści jej szyję
- Dla mnie to też nowa sytuacja, ale tyle razy przerabiałam
to w marzeniach, że dokładnie wiem, co chciałabym zrobić, z
tobą.
- No, proszę - uśmiecha się pewniej - zaczynam się ciebie
bać! - kończy, udając przerażenie.
- Nie masz czego się obawiać, moja droga, nie zrobię ci
krzywdy - całuję ją czule - wręcz przeciwnie. Chcę cię
całować, każdą część twojego ciała, pragnę poczuć twój smak
- szepczę tuż przy jej ustach.
Moja dłoń powraca do pieszczoty jej uda, przesuwając się
coraz wyżej, na jej biodro, na jej brzuch. Lekko muskając
pierś, by jej nie wystraszyć. Całując jej szyję, powoli
rozpinam zamek od jej swetra. Czuję, że Aga powoli się
rozluźnia. Zamknęła oczy, poddając się tym nieśmiałym
pieszczotom. Nie przestając pieścić jej szyi, wsuwam rękę
pod jej bluzkę. Czuję ciepło i gładkość jej ciała. Masuję
jej plecy, potem brzuch, zataczając palcem kręgi wokół
pępka. Ręka wędruje wyżej aż do piersi ukrytych za cienkim
materiałem stanika. Wewnętrzną stroną dłoni masuję jedną
pierś, potem drugą. Czuję, jak twardnieją jej sutki. Słyszę
jej ciche westchnienie, wypina się lekko. Bardzo
podniecająco zadziałał na mnie jej gardłowy dźwięk, ten
zmysłowy ruch. Podniecił i dodał odwagi.
- Co powiesz na prysznic? - szepczę jej do ucha - na wspólny
prysznic? Otworzyła powoli oczy, spojrzała w moje bardzo
głęboko i wstała.
- No to chodź - wzięła mnie za rękę - dobrze, że mamy pokój
z łazienką.
Widocznie nie była już tak przerażona, skoro chętnie
przystała na moją niespodziewaną propozycję. W jasnym
świetle łazienki zobaczyłam, że jej oczy były prawie czarne,
jej policzki płonęły. Nie wiem, czy to przez wino czy z
podniecenia. Jej rzeczywiste podniecenie onieśmieliło mnie
trochę. Nawet w moich marzeniach nie wyglądała tak pięknie.
- Aga, tyle razy rozbierałam cię w myślach, że teraz, gdy
stoisz tu przede mną ogarnia mnie strach - zewnętrzną stroną
dłoni głaszcze jej policzek - Boję się, że mogłabym zrobić
ci jakąś krzywdę. Nie masz pojęcia, jak na mnie działasz, co
się we mnie budzi, gdy patrzę teraz na ciebie.
- Nie możesz zrobić mi krzywdy - uśmiecha się, biorąc moją
dłoń w swoja - pragnę tego, co ty, więc nie możesz zrobić mi
nic złego. Rozbierz mnie jak w swych fantazjach - szepcze
tuż przy ustach - Zrób to!
Jej zmysłowy głos uspokajał i zachęcał do śmielszych
poczynań. Pocałowałam ją bardzo namiętnie, nasze języki
tańczyły w naszych ustach. Moje dłonie spoczęły na jej
biodrach. Zaczęłam znów całować jej ucho, jej szyję a ręce
powędrowały wyżej, aż do ramion. Zdejmując jej rozpięty
sweter, pozwoliłam, by upadł na podłogę. Poczułam jej usta
na swojej szyi. Jej ciepłe usta pieściły wrażliwy kawałek
skóry bardzo zmysłowo, czułam jej mokry język. Było mi
cudownie! Zgrabnym ruchem zdjęła mi sweter wraz z
podkoszulkiem Zostałam w samym staniku. Zaczęła całować
nagie ramiona. Jej dotyk wręcz mnie palił, wstrząsnął mną
lekki dreszcz. Nigdy czegoś podobnego nie przeżyłam. Kobiece
usta są takie delikatne, jej usta są delikatne. Przez
materiał dotknęła mojej piersi. Wzięła ją całą w swoją dłoń
i delikatnie masowała. To samo zrobiła z drugą, nie
przestając pieścić mojego ucha. Czułam się wspaniale! Bardzo
mnie tym rozpaliła. Przerwałam jej pieszczotę i szybko
zdjęłam resztę jej górnej garderoby. Jej piersi pięknie się
prezentowały, jej sutki dawno już stwardniały. Zapragnęłam
poczuć ich smak. Pochyliłam głowę, wzięłam w dłonie te dwa
wzgórki. Zaczęłam całować miejsce między piersiami, potem
końcem języka drażnić nabrzmiałe sutki, jeden, potem drugi,
okrężnymi ruchami. Aga cicho westchnęła i przycisnęła głowę
do swoich piersi. Całowałam je bardzo namiętnie, żarliwie,
bez opamiętania. Ręką odnalazłam zapięcie jej spodni. Powoli
rozpięłam guzik, zaczęłam rozpinać zamek. Końce moich palców
dotykały odsłonięte miejsca. Uklękłam przed nią a moje usta
schodziły coraz niżej. Obie ręce wsadziłam w jej spodnie, na
pośladki, powoli je z niej ściągając. Została w samych
majteczkach. Całowałam wszystko wokół zasłoniętego jeszcze
miejsca. Słyszałam jej przyśpieszony oddech, gdy włożyłam
rękę między jej uda. Czułam przez cienki materiał, że
zaczyna robić się mokra i gorąca. Zaczęłam pocierać powoli
to wrażliwe miejsce. Czułam pod palcami narastające
podniecenie. Zaczęła się lekko kołysać. Jej ciche i coraz
częstsze jęki rozpaliły mnie jeszcze bardziej. Powolnym
ruchem zdjęłam jej majteczki.
- Nie przestawaj - usłyszałam jej cichą prośbę.
- Spokojnie, kochanie - wstałam - mamy czas, nie śpieszmy
się. W końcu przyszłyśmy tu, by wziąć prysznic, nie
pamiętasz?
- To, dlaczego ty jesteś jeszcze w ubraniu? - uśmiechnęła
się zalotnie.
Delikatnie odwróciła mnie tyłem do siebie. Odpięła mi
stanik, przesadnie pomagając jego ramiączkom zsunąć się z
ramiom. Przytuliła się do mnie. Czułam na plecach dotyk jej
nagich piersi. Całując mój kark, zaczęła pieścić dłońmi moje
piersi, lekko ściskała, pocierała twardniejące coraz
bardziej sutki. Jej dłonie szybko zsunęły się niżej.
Delikatnie zagryzając mi ucho, jedną ręką rozpinała mi
spodnie, drugą wsunęła wprost pod bieliznę. Poczułam jej
palce na swojej łechtaczce. Już dawno byłam wilgotna, więc
taniec jej palców był bardzo płynny. Mimowolnie wydałam z
siebie głośny jęk, zaczęłam kołysać biodrami. Było mi po
prostu błogo. Dobrze wiedziała, których miejsc dotykać.
- Aga...
- Wiem...
Przerwała tą pieszczotę, powoli ściągając ze mnie spodnie
wraz z majteczkami. Czułam jej usta schodzące wzdłuż
kręgosłupa, jej dłonie na pośladkach, udach, łydkach.
Kolejny jęk wydobył się z moich ust. Gdy stanęła, odwróciłam
się z powrotem do niej. Pocałowałam lekko w usta i bez słowa
poprowadziłam do kabiny prysznica. Odkręciła kurek i spłynął
po nas ciepły strumień wody. Wpadłam w zachwyt, patrząc jak
jej ciało robi się mokre, jak strumień wody znika we wnętrzu
jej ud. Wzięłam żel pod prysznic, lecz zrezygnowałam z
myjki. Dłońmi rozprowadzałam pachnący płyn po jej ciele,
poczynając od szyi. Oddała się w moje ręce bardzo ufnie.
Przymknęła oczy i chłonęła mój dotyk. Mydliłam jej ramiona,
ręce, przysuwając się do niej bliżej. Nasze uda, nasze
piersi spotkały się po raz pierwszy. Otworzyła oczy i
spojrzała w moje. Namydliłam jej plecy, pośladki, zadziornie
zagryzając jej dolna wargę. Odsunęłam się lekko i bardzo
dokładnie wymyłam jej piersi, jej brzuch. Przykucnęłam i
zajęłam się jej nogami celowo omijając jej wrażliwe miejsce.
Wspaniale było móc patrzeć na jej nagie ciało, dotykać jej.
Pozwoliłam, by woda spłukała z jej ciała pianę. Na jej usta
złożyłam kolejny namiętny pocałunek a dłonie ponownie
pieściły jej piersi. Szybko jedna ręka zsunęła się niżej, do
miejsca wcześniej ominiętego, tam, gdzie znikał strumień
wody. Rozchyliła lekko uda zapraszająco. Nie było już
majteczek, już nic nie przeszkadzało mi dotknąć jej łona,
poczuć jej kobiecość. Nie przestając smakować jej ust,
pieściłam jej łechtaczkę, pocierałam jej wargi sromowe. Jej
biodra i moje palce kręciły się zgodnym ruchem. Patrzyłam na
jej twarz, by wiedzieć, które miejsca ma szczególnie
wrażliwe. Nietrudno było je znaleźć. Zaczęłam całować jej
ramiona, kierując się coraz niżej. Otworzyła oczy.
- Tylko tym razem nie przestawaj - usłyszałam znów tą samą
prośbę. Uśmiechnęłam się tylko na te słowa. Ponownie przed
nią uklękłam, przekładając jej nogę przez swoje ramie.
Najczulsze miejsca Agnieszki znajdowało się tuż przede mną.
Chciałam poczuć smak kobiety, jej smak, smak jej
podniecenia. Palcami rozchyliłam łechtaczkę i końcem języka
posmakowałam, posmakowałam mojej Agnieszki. Miała lekko
gorzkawy smak. Pod tym delikatnym dotykiem aż jęknęła. Co to
był za jęk? Zachęciło mnie to do bardziej żarliwych
pieszczot. Zaczęłam na zmianę lizać, ssać i całować jej
cudowne wnętrze. Nie sądziłam, że może mi się to tak
spodobać. Może to dlatego, że Aga tak żywiołowo reagowała na
te pieszczoty? Bez zahamowania jęczała coraz głośniej, coraz
szybciej ruszała biodrami, przyciskając moją głowę do
siebie. Językiem odnalazłam wejście do jej jaskini rozkoszy,
zaczęłam krążyć wokół tego miejsca. Aga mało nie dostała
szału.
- Już nie wytrzymam Monia! Zrób coś! - wręcz błagała.
Dobrze wiedziałam, co mam robić. Szybko odnalazłam palcem
wejście do jej szparki i delikatnie go tam wsadziłam.
Zaczęłam poruszać nim w jej wnętrzu, na zmianę wyciągając i
na powrót wkładając. Moje ruchy stawały się coraz
płynniejsze pod wpływem jej soków. Wsadziłam drugi palec i
obracałam nimi w każdą stronę. Moje usta ponownie zajęły się
jej wargami sromowymi, wewnętrzną strona jej ud. Na zmianę
lizałam i wkładałam palce do jej dziurki. Towarzyszyły temu
rytmiczne pojękiwania Agnieszki. Były coraz szybsze i coraz
częstsze. Wiedziałam, że jest już blisko. Poczułam i
usłyszałam jednocześnie jej orgazm. Jej wnętrze zacisnęło
się na moich palcach, czułam jak wstrząsnął nią dreszcz a z
jej gardła wydobył się głośny i długi jęk. Było to cudowne
przeżycie również dla mnie. Wstałam i przytuliłam się do jej
spełnionego ciała. Uwiesiła się na mojej szyi, lekko dysząc.
- To było niesamowite - zaczęła - nigdy czegoś podobnego nie
przeżyłam, czegoś równie przyjemnego. Dzięki Monia!
- To ja dziękuję, że pozwoliłaś mi to zrobić.
Pocałowała mnie czule. Długo ciszyłyśmy się tą chwilą. Długo
syciłyśmy się smakiem swoich ust.
- Pozwól, że ci się zrewanżuję - przerwała pocałunek.
- Jeśli chcesz ...
- Chcę ...
Odkręciła wodę. Nawet nie wiem, kiedy przestała lecieć.
Rozsmarowała żel w swoich dłoniach i zaczęła rozprowadzać go
po moim ciele. Cudowne uczucie, cudowny dotyk. Nie zamykałam
oczu, chciałam patrzeć na nią, na jej delikatne acz
stanowcze ruchy. Widok jej dłoni na moich piersiach bardzo
mnie podniecił. Przesuwała je coraz niżej, powoli masując
każdy kawałek ciała. Zamknęłam oczy i chłonęłam całą sobą
jej dotyk. Czułam jej ręce wszędzie. Chwila tej błogiej
przyjemności trwała dla mnie wieczność. Gdy woda spłukała ze
mnie pachnący płyn Aga, wciąż kucając, włożyła nieśmiało
rękę miedzy moje uda. Westchnęłam głośno i rozchyliłam
szerzej nogi. Byłam już bardzo podniecona. Zdążyła jeszcze
przelotnie spojrzeć mi w oczy i jej twarz zniknęła miedzy
moimi udami. Poczułam jej język. Jej nieśmiałe poczynania
przyprawiły mnie o zawrót głowy. Jeszcze mocniej oparłam się
o ścianę. Zamknęłam oczy i poddałam się całkowicie tym nowym
doznaniom. Czułam jej palce, jej język na swoich wagach
sromowych. Pocierała, lizała i ssała delikatnie, lecz bez
przerwy. Zatracałam poczucie rzeczywistości. Nie panowałam
już nad swoimi jękami, nad ruchami bioder. Chłonęłam jej
pieszczoty. Istniała tylko ona, jej palce, jej język... Ręką
zaczęłam pieścić swoją pierś a drugą przyciskałam jej głowę
do siebie, coraz szybciej kręcąc biodrami. Poczułam jej rękę
na drugiej piersi. Nie mogłam już wytrzymać!
- Aga, proszę...
Uniosłam zapraszająco nogę. Dwoma palcami zaczęła pieścić
miejsca wokół szparki, aż wreszcie je tam wsunęła. Przeszył
mnie lekki dreszcz a z ust wyrwał głośny jęk. Zaczęła szybko
nimi poruszać, ssąc moje wargi sromowe. Co za niesamowite
doznanie! Wzięłam jej dłoń masującą moją pierś i włożyłam
jej palce do ust. Ssałam je, jęcząc coraz głośniej. Jej
ruchy stawały się coraz szybsze, coraz mniej delikatne.
Ponownie jej dłoń spoczęła na piersi. Przykryłam ją swoją,
tracąc poczucie rzeczywistości. Po krótkiej chwili
osiągnęłam orgazm. Orgazm tak silny, tak długi, że zakręciło
mi się w głowie! Wstrząsnął mną dreszcz, usłyszałam własny
krzyk rozkoszy... Aga stała już przede mną, gdy otworzyłam
oczy. Uśmiechała się, bardzo z siebie zadowolona.
Przytuliłam się do niej, próbując odzyskać normalny oddech.
Stałyśmy tak przez chwilę a woda wciąż spływała strumieniami
po naszych ciałach. Otworzyłam oczy, zakręciłam wodę.
Spojrzałam w jej oczy. Nie musiałam nic mówić. Wszystko
mogła wyczytać z mej twarzy.
Pocałowałam ją, dziękując za to cudowne doznanie. Wyszłyśmy
z łazienki owinięte ręcznikami. Cały pokój wypełniał słodki
zapach świeczek, tworząc swymi małymi promykami intymny
nastrój. Zmęczone acz zaspokojone skierowałyśmy się od razu
do ciepłej pościeli. Leżałyśmy nagie, przytulone pod kołdrą,
ciesząc się swoim ciepłem, wzajemną bliskością i tym, co się
wydarzyło... |